wtorek, 22 grudnia 2015

PRZEBUDZENIE W DRODZE

Pamiętacie Filipa Ziółkowskiego z "Sezonu na lwy"? Ci, którzy widzieli film, z pewnością go zapamiętali, zaś dla tych, dla których ta kolorowa postać jest dotychczas nieznana, otwiera się nowa brama poznania.



Kiedyś był "zwykłym", "szarym" człowieczkiem pracującym dla korporacji jako informatyk. Jednak dusza Jego niespokojna, rwała się, szarpała, ujarzmić się nie dała, aż swój cel osiągnęła. Ruszył więc Filip przez świat, a konkretnie dookoła, by uzupełnić braki, by uczyć się nowego, wiedzę zdobywać i poznawać, by w końcu uspokoić wierzgające uczucie niedosytu, aż wreszcie, by móc, w najgorszym wypadku, przed samym sobą w lustrze stanąć i stwierdzić: "chociaż próbowałem".
Podróż ta okazała się jednak zwycięstwem. Zwycięstwem tak ogromnym, że w chwili obecnej Filip jest tam, gdzie jest.


Nie chodzi tu tylko o fizyczne miejsce, ale przede wszystkim o świadomość i jasność umysłu. Ten się przekonał, kto Go na swej drodze spotkał. Człowiek - Inspiracja, swą wewnętrzną mądrością, radością i pozytywnym myśleniem zaraża każdego.
Filip od kilku lat jest wykładowcą marketingu i reklamy na Uniwersytecie w Cali, w Kolumbii, tworzy muzykę, oddaje się szamańskim praktykom samopoznania i Bóg wie co jeszcze.

Swego szczęścia nie chce trzymać tylko dla siebie. Wie dobrze, że Moc kreowania i urzeczywistniania swych marzeń jest dostępna dla każdego. Dlatego podzielił się z całym światem swymi doświadczeniami i po długich miesiącach pracy, światło dzienne ujrzała inspirująca opowieść Filipa o poznaniu siebie samego, odkryciu swej własnej Mocy i wykorzystaniu jej w praktyce. Wszystko to dzieje się w czasie podróży dookoła Planety Ziemia.


"Przebudzenie w drodze" - polecam wszystkim bardzo bardzo bardzo! Tym bardziej, że w części drugiej - "Zachód" - podobno pojawia się Pasikonik... Piszę "podobno", gdyż na chwilę obecną sam jeszcze nie dotarłem do tego fragmentu książki. Filip mówił mi, że o naszym natknięciu się na siebie w Boliwii w roku 2010 napisał spory fragment. Także wciąż przede mną ta opowieść, w przyszłości, mimo tego, że nasze drogi już skrzyżowały się w przeszłości.


Od kilku dni w sprzedaży jest dostępna polska wersja książki (już nie mówiąc o tym, że po hiszpańsku hula od kilku miesięcy!)

Aby książkę:  zamówić / doświadczyć / przeczytać / kupić
*kliknij odpowiednie.


A tutaj jeszcze mała niespodzianka:)
Specjalnie dla Pasikonizmu Filip prezentuje fragmenty swego dzieła!
Zapraszam na kąsek:


„Przebudzenie w Drodze Część 1 – Wschód”




Północne Indie, McLeod Ganj

Prawo przyciągania działa


Kiedy pogoda w Indiach staje się nieznośnie gorąca, wielu podróżników w poszukiwaniu
oświecenia i niższej temperatury udaje się na północ kraju, do miejsca McLeod Ganj w
Himalajach, położonego na wysokości 2 tysięcy metrów. To mała, urocza wioska
o wyjątkowej energii i widocznych buddyjskich wpływach, w której można wziąć udział w
wielu duchowych kursach – jogi, medytacji, reiki, refleksologii, a nawet kalendarza Majów.
Leży niedaleko Dharamsali, oficjalnej stolicy Tybetańczyków na uchodźstwie, którzy uciekli
przed prześladowaniem ze strony chińskiego rządu we własnym kraju.




Wielu turystów pojawia się tam, by uczyć się tybetańskiego buddyzmu, a jednocześnie
tybetańskiej kultury i rękodzieła. Miejscowe księgarnie i małe kawiarnie mają w sprzedaży
lub na wymianę w zasadzie każdą książkę na temat duchowości, jaka została kiedykolwiek
wydana. Jest to raj dla podróżników, którzy poszukują głębszego sensu w życiu.
(...)
Odkąd po raz pierwszy obejrzałem „Sekret” w Londynie w 2007 roku, szukałem dowodów
na działanie prawa przyciągania w codziennym życiu. Chciałem się też nauczyć, jak
wcielać je w swoje życie. Pierwotnie zamierzałem odwiedzić McLeod Ganj tylko z
ciekawości. Przypadkowo, dzięki pewnej Angielce, zapisałem się na dziesięciodniowy kurs
„Wprowadzenie do buddyzmu”,  który miał się rozpocząć za kilka tygodni. Byłem gotów na
zmianę klimatu po miesiącach wylegiwania się na plażach, imprez i zwiedzania świątyń.
Dla zabicia czasu poszedłem na kilka lekcji jogi u młodego nauczyciela o imieniu Krishna.
Lubiłem jego zajęcia, ale wkrótce po drugiej stronie miasta odkryłem Szkołę Agama Jogi,
którą polecił mi mój kumpel Leo, kiedy byliśmy w Mumbaju. Poszedłem na pierwszą
darmową lekcję, żeby zobaczyć, czy mi to pasuje.  Kurs prowadzili Manu z Belgii i Monica,
która urodziła się w Indiach, ale wychowała w Stanach. Tak się złożyło, że pierwsza
pozycja, którą wykonywaliśmy – skręt tułowia – była tą, przez którą odczuwałem ból w
biodrach. Tak jakby te zajęcia zostały ułożone specjalnie pod moje potrzeby zdrowotne.
Zostałem też na wieczornych zajęciach Moniki, które dotyczyły zrozumienia, kontrolowania
i kierowania snami. Był to kolejny mały zbieg okoliczności – ostatnio miewałem dziwne
sny, których nie rozumiałem.


Pomyślałem, że Agama jest tym, czego potrzebuje i przy okazji  pomoże mi zabić czas,
który pozostał do rozpoczęcia zajęć z buddyzmu. Postanowiłem przenieść się bliżej
Centrum Jogi. Wprowadziłem się do nowego pokoju, gdzie okazało się, że moim
współlokatorem jest Krishna, mój pierwszy nauczyciel jogi w McLeod, który też był
grafikiem komputerowym, więc mieliśmy mnóstwo wspólnych zainteresowań. Rozmowa
zeszła na temat zbiegów okoliczności, które ostatnio przytrafiały mi się bardzo często.
Krishna polecił mi film „What the bleeep do we know!?” („Co my tak naprawdę wiemy!?”),
który porusza to zjawisko – jak również wiele innych, które budziły we mnie ważne pytania.
Kiedy oglądałem film, nie wierzyłem w to, co widzę. Nie tylko poruszał te same kwestie, co
„Sekret”, ale robił to w sposób bardziej naukowy i informacyjny.
Film jest oparty na serii rozmów z naukowcami i specjalistami w dziedzinie psychologii,
fizyki kwantowej i duchowości, którzy wyjaśniają zjawisko fizyki kwantowej i tego, jak
oddziałuje ona na nasze myśli i jak nasze myśli z kolei wpływają na otaczającą nas
rzeczywistość. Do części naukowej dodano fikcyjną historię kobiety, która dowiaduje się,
jak odmienić swoje nieszczęśliwe życie, czerpiąc z siły swoich własnych myśli. Japoński
naukowiec, doktor Massaru Emoto, demonstrował, jak cząsteczki wody przejmują energię
swojego otoczenia. Ilustrowało to oddziaływanie naszych myśli na środowisko zewnętrzne.
Z każdą minutą film stawał się ciekawszy. Musiałem nawet co jakiś czas go zatrzymywać,
żeby wziąć głęboki oddech, wyjść z pokoju i popatrzeć na górskie szczyty, popodziwiać
ptaki i poczuć delikatny powiew odświeżającego himalajskiego wiatru.


Jak podczas wszystkiego, co w życiu robiłem, tak i teraz poprosiłem Boga o znak, że to, o
czym opowiada film, to prawda. Wziąłem kilka głębokich wdechów i wróciłem do pokoju ze
świeżym i otwartym umysłem, żeby skończyć oglądać film. Po minucie zorientowałem się,
że główna bohaterka była fotografem i miała robić zdjęcia na polskim ślubie. Kolejny zbieg
okoliczności? Jak często w amerykańskich filmach pojawia się motyw polskiego wesela?
Jednak moją uwagę najbardziej przykuły nazwiska tych, którzy brali ślub. Filip-owski i
Humansky. Czemu scenarzysta wybrał tak dziwne nazwiska? Było dla mnie jasne, że to
odpowiedź na moją modlitwę – znak, którego potrzebowałem, by potwierdzić, że prawo
przyciągania działa. Poproś, a będzie ci dane.



MOMENT OLŚNIENIA


Dzięki synchroniczności różnych zdarzeń można odnaleźć odpowiedzi na 

wszystkie pytania. Wymaga to skupienia i obserwowania tego, co dzieje się w 

Twoim życiu, ale odpowiedzi nadejdą. Poproś, a będzie Ci dane.


Od tej chwili zacząłem wizualizować sobie pożądane wyniki moich działań. Ludzie, których
uwagę chciałem na siebie zwrócić, stali się bardziej przyjaźni; stałem się atrakcyjny dla
pięknych Izraelek, które wcześniej jakby mnie nie zauważały; nawet narcystyczni,
„metroseksualni” hippisi zaprosili mnie do wspólnej gry na gitarze; potrafiłem też za
pomocą umysłu kontrolować muchy i komary, dzięki czemu zostawiały mnie w spokoju,
kiedy medytowałem. Te doświadczenia dowodziły, że istnieje siła we Wszechświecie,
która jest odpowiedzialna za całe życie na Ziemi. Teraz rozumiem, że na każde pytanie –
jeśli zada się je uważnie i dokładnie – można uzyskać odpowiedź przez medytację, sen,
wewnętrzny głos albo serię synchronicznych momentów.
Wszyscy mamy potencjał, by być superludźmi, by być oświeconymi, przeżywać nasze
własne niebo na Ziemi, być jak Jezus lub Budda, albo jakakolwiek inna uduchowiona
postać. Trzeba tylko spytać, jak rozłupać grubą warstwę ograniczeń, żeby odkryć
skrywający się pod nią diament. Kiedy pytamy, wystarczy słuchać wewnętrznego głosu –
on nas poprowadzi.



sobota, 12 grudnia 2015

POSTanowione!

To już naprawdę tyle czasu minęło..? Nie wiem doprawdy jak to się stało. Ale stało się. Mamy grudzień. Premiery filmu jak dotąd nie było. W Berlinie nic nie wypaliło, wiem, powinienem od razu o tym napisać, jednak wydarzenia przybrały taki obrót, że aż mnie zawirowało w odwrotną stronę. Przeżyłem bardzo trudne i mega smutne miesiące. Dni mijały, a ja utraciłem pewną cząstkę Mocy... Tak jak każdy z Was toczę swe życie po górkach i dołkach, kierowany emocjami i wydarzeniami, podejmuję walkę, raz przegrywam, raz wygrywam. Głupio mi, że nie odzywałem się do Was tak długi czas... Mam z tego swoją lekcję. Otóż przejąłem się widocznie bardzo tym, iż ludzie postrzegają mnie jako wiecznie uśmiechniętego i zadowolonego z życia Pasikonika, a kiedy jest inaczej, chowam po prostu głowę w piasek i nie umiem okazać Wam, że czasem jest mi ciężko i źle. I wcale gęba mi się nie cieszy z samego rana. Ale koniec z tym - postanowione! Milczenie na blogu było zwykłą zagrywką udawania kogoś, kim nie jestem, Bo koniec końców tak jak i Wy pragnąłbym radości i szczęścia w każdym wdechu i wydechu powietrza i to wcale nie zatrutego! Ale na razie tak nie mam, na razie toczę swoją taczkę przez labirynty Wszechświata taki, jaki jestem i ze swej drogi będę do Was pisał, jakakolwiek ona będzie - postanowione!

(A mam się coraz lepiej:)

sobota, 11 lipca 2015

Berlin, "Inlakesh" na dużym ekranie:)

W najśmielszych przewidywaniach nie sądziłem, iż cała postprodukcja będzie trwała tak długo... A jednak opłacało się porządnie przyłożyć i poświęcić mnóstwo uwagi na każdy możliwy detal, bowiem dzięki temu mogę teraz spać spokojnie, będąc pewnym, że wykorzystałem maksimum swej Mocy i wszystko zrobiłem jak najlepiej potrafiłem. Tak proszę Państwa, film "Inlakesh" jest już gotowy! W tej chwili zajmuję się innymi rzeczami, również dotyczącymi filmu. Przede wszystkim organizacją premiery, trasy i płyt DVD. No i troszeczkę wypoczywam. Należy się jak psu buda:)

fot. Radek Rymut
Z polską premierą ruszam na jesień pod koniec września. Tymczasem dla bardzo wymagających, zapraszam na berlińską premierę filmu, która odbędzie się 24 lipca - ostatniego dnia roku wg Kalendarza Majów. W Berlinie odbywają się wielkie celebracje, a mój film otwiera imprezę. Trzech meksykańskich Szamanów odprawi specjalne ceremonie przed, w trakcie i po filmie. Ponadto 20 rdzennych indiańskich tancerzy wprowadzi w trans zgromadzonych poprzez bębny i sakralny taniec. W ciągu trzech dni celebracji będzie dużo koncertów neo-szamańskiej transowej muzyki, a także przeróżne warsztaty.
Między innymi:
Kalendarz Majów i 13 Księżyców
Ayahuasca workshop
Techno Yoga 
Uzdrawianie dźwiękami
i inne
Zorganizowany jest również targ rękodzieła, herbaciarnia, miejsce relaksacji i ognisko.

Film "Inlakesh - Ja jestem innym Ty" - będzie wyświetlany z napisami po angielsku. Jeśli ktoś słabo zna ten język, niechaj poczeka na polską premierę:) Wszak film zawiera bardzo mocny i ważny przekaz, a także dużo informacji, dlatego wskazane jest przyswoić go sobie w ojczystym języku.
W każdym razie zapraszam serdecznie!
Szczegółowe informacje odnośnie wydarzenia znajdują się TUTAJ.

czwartek, 26 lutego 2015

Co pasikoń robi dziś?

Zapraszam Państwa do mojej rzeczywistości...


Od miesięcy kilku jestem w Polsce i niestrudzenie tkwię z nosem w ekranie, montując i edytując film. Okazuje się, że to wcale nie jest takie proste...
Do tego dochodzą różne utrudnienia, głównie w postaci braku funduszy i spokojnego miejsca zamieszkania. Naprawdę trudno już zliczyć miasta, miasteczka, wioski, mieszkania, domki, piwnice, pokoje, a nawet korytarze, w których przyszło mi pracować nad filmem. Najwięcej jednak czasu spędziłem u rodziców, których pomoc okazała się niezastąpiona!

 Tym razem u Kuleczki za biurkiem.

Nad filmem pracuję niemalże dzień w dzień od miesięcy wielu, z krótkimi okresami odpoczynku lub takimi, gdzie fizycznie nie mam możliwości pochylić się nad ekranem. Nie wspominam już o pleckach i oczkach, które chyba najbardziej domagają się już końca.

Następne trudności, które mocno spowalniają edycję, to kłopoty sprzętowe. A raczej prędkościowe. Mój laptop, mimo podeszłego wieku emerytalnego, naprawdę ogarnia wszystko, jednakże potrzebuje o wiele więcej czasu do namysłu, aniżeli młodzieniaszki.
Ostatnio we Wrocławiu udało mi się pożyczyć od mistrza Morissa wręcz doskonały sprzęt do montażu i w ciągu 5 dni zrobiłem tyle, ile „normalnie” zrobiłbym w miesiąc!



Żeby nie było też, że narzekam, to zarzekam się, że nie narzekam, jedynie tłumaczę, dlaczego tak długo trwa to wszystko, a i jeszcze czas w ogóle przyspieszył, na co nie mam wpływu. Ziemia się szybciej kręci, aż mi się kręci w głowie. Ale to innym razem Państwu wytłumaczę, o Czasie będziemy jeszcze rozmawiać, wszak „Inlakesh” to projekt Czasowi poświęcony!


Jestem już na szczęście na finiszu edycji i właściwie została mi do ogarnięcia „jedynie” postprodukcja. Mam gdzie mieszkać przez następny tydzień, więc w ogóle jest już super!
Następnie czeka mnie tylko organizacja premiery i trasy, patronatów medialnych, plakatu, wydanie płyt DVD i wszędobylska promocja. Będzie się działo, a tymczasem wciąż błagam o cierpliwość, za którą pięknie dziękuję!