piątek, 15 kwietnia 2016

ZACZAROWANA BRAZYLIA - czyli jak Kapelusz odnalazł pióro papugi na Ziemi Kryształowej

Pierwszego dnia Nowego Roku 2016 roku wylądowałem w areszcie. Kiedy nieuprzejmy pan policjant kazał mi "wypierd....ć" z miejsca, gdzie stałem, jakoś wiedziony radosnym instynktem, zamiast oddalić się, zaśpiewałem mu piosenkę. Panu policjantowi nie spodobał się mój żart, zsiadł z motocykla i wsadził mnie do celi. Zawiniłem otwierając puszkę piwa w miejscu publicznym, w którym de facto kilkanaście godzin wcześniej, w Noc Sylwestrową przed pałacem Króla Holandii przelało się kilkadziesiąt tysięcy litrów przeróżnych zakazanych trunków. Żeby było śmieszniej, do celi trafiło dwóch moich współtowarzyszy, z czego jeden jest abstynentem alkoholowym od dawien dawna. Nie przeszkadzało to, by również trafił do izolatki.
Podobno jaki początek roku, taki cały rok, więc....
Bardzo, bardzo dobrze:) Bo za początek roku uznałem uwaga! nie moment wejścia, nie czas w, lecz moment WYJŚCIA z celi.


Widzicie? Takie to proste:)
Punkt widzenia determinuje zdecydowaną większość spraw, a czasem naprawdę łatwo i warto jest go zmienić. Wystarczy pomyśleć. Czasem transformacja energii jest o wiele prostsza i skuteczniejsza, aniżeli dociekanie skąd się wzięła i dokąd prowadzi.

Mimo wszystko byłem w dołku. Sprawy z filmem "Inlakesh" przeciągały się w nieskończoność,  nie mogłem odnaleźć siebie w sobie... Czułem, jakbym stracił radość życia...


Zadawałem pytania, rzucałem nimi jak piorunami, na wszystkie strony, o co chodzi?! Co w mojej depresji jest dobrego, czego ja jeszcze nie widzę? Co dobrego może się dla mnie wydarzyć, bym odrodził swoją wewnętrzną siłę Miłości, kreatywności i inspiracji?


Wszechświat nie czekał długo z odpowiedzią. Brazylia zgłosiła się jako pierwsza. Mieszkał w niej mój Kuzyn, który znając moją sytuację i stan psychiczny postanowił kupić mi pół biletu do Ameryki Południowej. Alleluja!


Ziemia, na której mieszkał Kuzyn, to Ziemia Kryształowa (tak ja ją nazywam).
Kryształy mają Moc. Filozofom się nie śniło jaką!
Ale po kolei...


Tuż przed wylotem, jakoś na początku stycznia, zobaczyłem na zdjęciu wśród znajomych niesamowitą kobietę. Jej spojrzenie,.. Pierwszy raz wydarzyło mi się coś takiego! Jej osoba, oczy zaczarowały mnie tak bardzo, że zatrzymałem Czas. Patrzyłem w ekran długo, Chodziłem w kółko po pokoju. Zastanawiałem się. Patrzyłem sercem. Przyglądałem się rozsądkiem. W końcu do Niej napisałem.


"Może masz trochę wolnego czasu i trochę pieniędzy i miałabyś ochotę wybrać się ze mną do Brazylii..?" ("Za dwa tygodnie?")

Okazało się, że akurat miała...



Jej imię to Aisha. Poznaliśmy się właściwie w samolocie. Ale w zasadzie tak przelotnie. Zdecydowanie lepiej poznaliśmy się troszkę później, łapiąc stopa, bo od Salvadoru, gdzie lądowaliśmy, do miejsca, gdzie mieszkał Kuzyn, dzieliło nas ponad tysiąc kilometrów.







A jeszcze lepiej poznaliśmy się o wiele później... :)
(Ale to już inna historia, raczej na dobrą książkę.)


Wyprawa była przednia! Choć pora deszczowa i słaby stop w Brazylii sprawił, iż docieraliśmy do Alto Paraiso aż dziewięć dni!



Po wielu miesiącach rozłąki w końcu stanęliśmy z Kuzynem twarzą w twarz, serce w serce! 





Mój Kuzyn to cudowny człowiek. Swą radością i mądrością oczarowuje każdego, a w szczególności każdą:) Chodzi po tym świecie i cieszy się ze wszystkiego:) Podróżuje, doświadcza i uczy się nieustannie. Zaraża optymizmem. Daje wspaniały przykład, iż naprawdę do szczęścia można dotrzeć i w pełni cieszyć się życiem. Czuć dobro, dzielić się nim i je mnożyć. Czyta się z niego jak z otwartej Księgi Mądrości.


Jestem pełen wdzięczności dla całego Wszechświata mając takiego Kuzyna!


Ziemia Kryształowa to naprawdę wyjątkowe miejsce w Brazylii. To tutaj pod ziemią mieszka największy na świecie kwarc, który swą Mocą obejmuje ogromny obszar i wpływa bezpośrednio na ludzi, zwierzęta i rośliny.



Kryształy to potężne, długowieczne i samoświadome istoty. Swą energią i mądrością potrafią przekazać człowiekowi wiele informacji, pomagają tworzyć harmonię w sobie i otoczeniu. Oczyszczają i pochłaniają negatywne wibracje. Obliczono, że 1 centymetrowy kwarc jest wyczuwalny z odległości 20 km! To wyobraźcie sobie teraz ziemię usłaną kryształami. W lasach, przy drogach, w rzekach, w skałach, w domach, ogrodach, we krwi i w oczach miejscowych...


(Kto nie rezonuje z kamieniami szlachetnymi lub ma nikłe pojęcie o tym, czym są w istocie, polecam poczytać TU. To najlepsza stronka, jaką znalazłem, polecam również część 2)



Pierwszy tydzień w Alto Paraiso był dla nas z Aishą bardzo trudny. Mimo radości ze spotkania mojego Kuzyna, czuliśmy się z źle, nachodziły nas negatywne myśli i sprzeczne uczucia. Miejscowi pocieszali nas, że prawie każda nowa osoba przez pierwsze dni choruje na tej ziemi. Ale to przechodzi, kiedy ciało dostraja się do wysokich wibracji energetycznych.



Wysokie wibracje energetyczne charakteryzują się na przykład tym, że Twoje myśli bardzo szybko manifestują się w rzeczywistości. O wiele szybciej niż zwykle. Krótko mówiąc to, o czym pomyślisz, za chwilę wydarza się. Znam te wibracje z różnych miejsc na świecie, często występują na przykład przy wulkanach.


Kuzyn przestrzegał nas wiele razy jeszcze przed przyjazdem.
Nawet w pewnym momencie, rozmawiając przez internet, bardzo poważnie zastanawialiśmy się, czy w związku z tym naprawdę powinienem do niego przylecieć. Z moim dołkiem wewnętrznym mógłbym sam sobie poważnie zaszkodzić...




Jednak wielka radość życia, którą emanuje Kuzyn, zabija wszelkie wątpliwości! O Wszechświecie! Każdemu życzę takiego Kuzyna!


Mimo wszystko, trzeba być naprawdę uważnym. Pozostawać w pogodnym nastroju, wyobrażać sobie optymistyczne scenariusze, wspominać piękne chwile, trzymać na odległość wszelkie lęki i strach. To prawdziwa uczta uważności. Taniec z myślami. Oswajanie siebie. Potężna praca, ale i szybkie efekty.






Pierwszego poranka w Alto Paraiso medytowałem sobie na ganku. Moje wizje krążyły nieco wokół Kapelusza, który noszę na głowie, a któremu aktualnie brakowało piórka. Kiedy otworzyłem oczy, stała przede mną Aisha, trzymając w ręce wielkie, żółto-niebiesko pióro Ary. Powiedziała, że właśnie przed chwilą spadło jej z nieba i pomyślała o moim Kapeluszu...
Ach, to tylko jeden z miliona przykładów!


Kapelusz przetarł swe oczy ze zdziwienia. "To naprawdę dla mnie?" - zapytał, nie dowierzając.
- Tak, dla Ciebie - odparłem zadowolony.
"Dziękuję!" - wykrzyknął szczęśliwy Kapelusz - "W zamian ofiaruję Ci myśli lekkie i powabne, pełne wzlotów i polotów, a czas na ziemi południowoamerykańskiej niechaj stanie się czasem Twego uzdrowienia!".
- Dziękuję kochany Kapeluszu! Niechaj tak się stanie!




C>D>N>

wtorek, 22 grudnia 2015

PRZEBUDZENIE W DRODZE

Pamiętacie Filipa Ziółkowskiego z "Sezonu na lwy"? Ci, którzy widzieli film, z pewnością go zapamiętali, zaś dla tych, dla których ta kolorowa postać jest dotychczas nieznana, otwiera się nowa brama poznania.



Kiedyś był "zwykłym", "szarym" człowieczkiem pracującym dla korporacji jako informatyk. Jednak dusza Jego niespokojna, rwała się, szarpała, ujarzmić się nie dała, aż swój cel osiągnęła. Ruszył więc Filip przez świat, a konkretnie dookoła, by uzupełnić braki, by uczyć się nowego, wiedzę zdobywać i poznawać, by w końcu uspokoić wierzgające uczucie niedosytu, aż wreszcie, by móc, w najgorszym wypadku, przed samym sobą w lustrze stanąć i stwierdzić: "chociaż próbowałem".
Podróż ta okazała się jednak zwycięstwem. Zwycięstwem tak ogromnym, że w chwili obecnej Filip jest tam, gdzie jest.


Nie chodzi tu tylko o fizyczne miejsce, ale przede wszystkim o świadomość i jasność umysłu. Ten się przekonał, kto Go na swej drodze spotkał. Człowiek - Inspiracja, swą wewnętrzną mądrością, radością i pozytywnym myśleniem zaraża każdego.
Filip od kilku lat jest wykładowcą marketingu i reklamy na Uniwersytecie w Cali, w Kolumbii, tworzy muzykę, oddaje się szamańskim praktykom samopoznania i Bóg wie co jeszcze.

Swego szczęścia nie chce trzymać tylko dla siebie. Wie dobrze, że Moc kreowania i urzeczywistniania swych marzeń jest dostępna dla każdego. Dlatego podzielił się z całym światem swymi doświadczeniami i po długich miesiącach pracy, światło dzienne ujrzała inspirująca opowieść Filipa o poznaniu siebie samego, odkryciu swej własnej Mocy i wykorzystaniu jej w praktyce. Wszystko to dzieje się w czasie podróży dookoła Planety Ziemia.


"Przebudzenie w drodze" - polecam wszystkim bardzo bardzo bardzo! Tym bardziej, że w części drugiej - "Zachód" - podobno pojawia się Pasikonik... Piszę "podobno", gdyż na chwilę obecną sam jeszcze nie dotarłem do tego fragmentu książki. Filip mówił mi, że o naszym natknięciu się na siebie w Boliwii w roku 2010 napisał spory fragment. Także wciąż przede mną ta opowieść, w przyszłości, mimo tego, że nasze drogi już skrzyżowały się w przeszłości.


Od kilku dni w sprzedaży jest dostępna polska wersja książki (już nie mówiąc o tym, że po hiszpańsku hula od kilku miesięcy!)

Aby książkę:  zamówić / doświadczyć / przeczytać / kupić
*kliknij odpowiednie.


A tutaj jeszcze mała niespodzianka:)
Specjalnie dla Pasikonizmu Filip prezentuje fragmenty swego dzieła!
Zapraszam na kąsek:


„Przebudzenie w Drodze Część 1 – Wschód”




Północne Indie, McLeod Ganj

Prawo przyciągania działa


Kiedy pogoda w Indiach staje się nieznośnie gorąca, wielu podróżników w poszukiwaniu
oświecenia i niższej temperatury udaje się na północ kraju, do miejsca McLeod Ganj w
Himalajach, położonego na wysokości 2 tysięcy metrów. To mała, urocza wioska
o wyjątkowej energii i widocznych buddyjskich wpływach, w której można wziąć udział w
wielu duchowych kursach – jogi, medytacji, reiki, refleksologii, a nawet kalendarza Majów.
Leży niedaleko Dharamsali, oficjalnej stolicy Tybetańczyków na uchodźstwie, którzy uciekli
przed prześladowaniem ze strony chińskiego rządu we własnym kraju.




Wielu turystów pojawia się tam, by uczyć się tybetańskiego buddyzmu, a jednocześnie
tybetańskiej kultury i rękodzieła. Miejscowe księgarnie i małe kawiarnie mają w sprzedaży
lub na wymianę w zasadzie każdą książkę na temat duchowości, jaka została kiedykolwiek
wydana. Jest to raj dla podróżników, którzy poszukują głębszego sensu w życiu.
(...)
Odkąd po raz pierwszy obejrzałem „Sekret” w Londynie w 2007 roku, szukałem dowodów
na działanie prawa przyciągania w codziennym życiu. Chciałem się też nauczyć, jak
wcielać je w swoje życie. Pierwotnie zamierzałem odwiedzić McLeod Ganj tylko z
ciekawości. Przypadkowo, dzięki pewnej Angielce, zapisałem się na dziesięciodniowy kurs
„Wprowadzenie do buddyzmu”,  który miał się rozpocząć za kilka tygodni. Byłem gotów na
zmianę klimatu po miesiącach wylegiwania się na plażach, imprez i zwiedzania świątyń.
Dla zabicia czasu poszedłem na kilka lekcji jogi u młodego nauczyciela o imieniu Krishna.
Lubiłem jego zajęcia, ale wkrótce po drugiej stronie miasta odkryłem Szkołę Agama Jogi,
którą polecił mi mój kumpel Leo, kiedy byliśmy w Mumbaju. Poszedłem na pierwszą
darmową lekcję, żeby zobaczyć, czy mi to pasuje.  Kurs prowadzili Manu z Belgii i Monica,
która urodziła się w Indiach, ale wychowała w Stanach. Tak się złożyło, że pierwsza
pozycja, którą wykonywaliśmy – skręt tułowia – była tą, przez którą odczuwałem ból w
biodrach. Tak jakby te zajęcia zostały ułożone specjalnie pod moje potrzeby zdrowotne.
Zostałem też na wieczornych zajęciach Moniki, które dotyczyły zrozumienia, kontrolowania
i kierowania snami. Był to kolejny mały zbieg okoliczności – ostatnio miewałem dziwne
sny, których nie rozumiałem.


Pomyślałem, że Agama jest tym, czego potrzebuje i przy okazji  pomoże mi zabić czas,
który pozostał do rozpoczęcia zajęć z buddyzmu. Postanowiłem przenieść się bliżej
Centrum Jogi. Wprowadziłem się do nowego pokoju, gdzie okazało się, że moim
współlokatorem jest Krishna, mój pierwszy nauczyciel jogi w McLeod, który też był
grafikiem komputerowym, więc mieliśmy mnóstwo wspólnych zainteresowań. Rozmowa
zeszła na temat zbiegów okoliczności, które ostatnio przytrafiały mi się bardzo często.
Krishna polecił mi film „What the bleeep do we know!?” („Co my tak naprawdę wiemy!?”),
który porusza to zjawisko – jak również wiele innych, które budziły we mnie ważne pytania.
Kiedy oglądałem film, nie wierzyłem w to, co widzę. Nie tylko poruszał te same kwestie, co
„Sekret”, ale robił to w sposób bardziej naukowy i informacyjny.
Film jest oparty na serii rozmów z naukowcami i specjalistami w dziedzinie psychologii,
fizyki kwantowej i duchowości, którzy wyjaśniają zjawisko fizyki kwantowej i tego, jak
oddziałuje ona na nasze myśli i jak nasze myśli z kolei wpływają na otaczającą nas
rzeczywistość. Do części naukowej dodano fikcyjną historię kobiety, która dowiaduje się,
jak odmienić swoje nieszczęśliwe życie, czerpiąc z siły swoich własnych myśli. Japoński
naukowiec, doktor Massaru Emoto, demonstrował, jak cząsteczki wody przejmują energię
swojego otoczenia. Ilustrowało to oddziaływanie naszych myśli na środowisko zewnętrzne.
Z każdą minutą film stawał się ciekawszy. Musiałem nawet co jakiś czas go zatrzymywać,
żeby wziąć głęboki oddech, wyjść z pokoju i popatrzeć na górskie szczyty, popodziwiać
ptaki i poczuć delikatny powiew odświeżającego himalajskiego wiatru.


Jak podczas wszystkiego, co w życiu robiłem, tak i teraz poprosiłem Boga o znak, że to, o
czym opowiada film, to prawda. Wziąłem kilka głębokich wdechów i wróciłem do pokoju ze
świeżym i otwartym umysłem, żeby skończyć oglądać film. Po minucie zorientowałem się,
że główna bohaterka była fotografem i miała robić zdjęcia na polskim ślubie. Kolejny zbieg
okoliczności? Jak często w amerykańskich filmach pojawia się motyw polskiego wesela?
Jednak moją uwagę najbardziej przykuły nazwiska tych, którzy brali ślub. Filip-owski i
Humansky. Czemu scenarzysta wybrał tak dziwne nazwiska? Było dla mnie jasne, że to
odpowiedź na moją modlitwę – znak, którego potrzebowałem, by potwierdzić, że prawo
przyciągania działa. Poproś, a będzie ci dane.



MOMENT OLŚNIENIA


Dzięki synchroniczności różnych zdarzeń można odnaleźć odpowiedzi na 

wszystkie pytania. Wymaga to skupienia i obserwowania tego, co dzieje się w 

Twoim życiu, ale odpowiedzi nadejdą. Poproś, a będzie Ci dane.


Od tej chwili zacząłem wizualizować sobie pożądane wyniki moich działań. Ludzie, których
uwagę chciałem na siebie zwrócić, stali się bardziej przyjaźni; stałem się atrakcyjny dla
pięknych Izraelek, które wcześniej jakby mnie nie zauważały; nawet narcystyczni,
„metroseksualni” hippisi zaprosili mnie do wspólnej gry na gitarze; potrafiłem też za
pomocą umysłu kontrolować muchy i komary, dzięki czemu zostawiały mnie w spokoju,
kiedy medytowałem. Te doświadczenia dowodziły, że istnieje siła we Wszechświecie,
która jest odpowiedzialna za całe życie na Ziemi. Teraz rozumiem, że na każde pytanie –
jeśli zada się je uważnie i dokładnie – można uzyskać odpowiedź przez medytację, sen,
wewnętrzny głos albo serię synchronicznych momentów.
Wszyscy mamy potencjał, by być superludźmi, by być oświeconymi, przeżywać nasze
własne niebo na Ziemi, być jak Jezus lub Budda, albo jakakolwiek inna uduchowiona
postać. Trzeba tylko spytać, jak rozłupać grubą warstwę ograniczeń, żeby odkryć
skrywający się pod nią diament. Kiedy pytamy, wystarczy słuchać wewnętrznego głosu –
on nas poprowadzi.