środa, 13 lipca 2016

ZACZAROWANA BRAZYLIA - po co nam szamańskie ceremonie


Wszystko żyje. Każda roślina, grzybnia, skały, kamienie, woda, powietrze, gwiazdy, ziemia i ogień, to samoświadome istnienia, które przeżywają Życie na swój sposób. Przedmioty jak kubki, dzieła sztuki, filmy, konta bankowe - także mają swoje energie. Wszystkie nasze lęki i miłości, starania i myślenia, inteligencja i ego, absolutnie wszystkie energie, którym nadajemy jakąś wagę, żyją. Im więcej uwagi im poświęcasz, tym mają większą Moc. 


My, ludzie, często walczymy z naszymi wewnętrznymi blokadami, przekonaniami, spędzamy mnóstwo czasu na analizowanie przyczyn, dojście do źródła. Tymczasem, po kilkuletnich obserwacjach i dość sporej praktyce na sobie, mogę śmiało powiedzieć, że są znacznie łatwiejsze sposoby.

 Powtórzę jeszcze raz, wszystkie energie, którym nadajemy swą uwagę, żyją.
Na pewnych częstotliwościach można się z nimi porozumieć.


Na tym bardzo często polegają właśnie ceremonie i rytuały, prowadzone przez Szamanów i Czarownice. Aby wejść w odpowiednio wysokie częstotliwości i skomunikować się z danymi energiami.












Fizycy kwantowi o tym wiedzą i udowodnili już, że każdy "obiekt" zachowuje się inaczej, kiedy jest obserwowany. Z kolei od Kahunów - szamanów z wysp hawajskich wiemy, że "Energia podąża za uwagą". A idąc dalej - zwróciwszy na "coś" swą uwagę, zostajesz jednocześnie zauważony. To bardzo ważna informacja.


Bo często zamiast walczyć z czymś, terapeutować się, analizować, chorować i leczyć, to wystarczy "dogadać się" z daną energią, przywołać ją, porozmawiać, przetransformować ją tak, by stała się Twoim wsparciem. Jeśli są to energie, które wychodzą od Ciebie (np emocje, marzenia, punkty widzenia, upodobania , lęki itd.), to łatwiej je przetransformować, bo sam nadałeś im życie, zasilasz je swoimi myślami i uczuciami. więc możesz również postanowić je zmienić.  Wybrać coś innego, co na ten moment jest dla Ciebie i świata lepsze.










Te częstotliwości są dostępne dla każdego. Wystarczy raz je dostrzec, a otwierają się drzwi, które już się nie zamkną. Ceremonie i rytuały szamańskie wprowadzają nas do innego świata, jak świadomego snu, w którym możemy dokładnie się przyjrzeć sobie z wyższej, "boskiej" perspektywy. Zrozumieć, że każdy z nas jest częścią tej samej świadomości, która wykreowała ten świat


Kluczem są intencje, by eksplorować nowe obszary,
dzięki którym możemy widzieć świat takim,
jakim jest, nie oceniając go w żaden sposób. 

 


 Warto ćwiczyć uważność w każdej chwili obecnej
i
wchodzić w pozytywne relacje ze wszystkim, co żyje.


środa, 1 czerwca 2016

ZACZAROWANA BRAZYLIA - czyli o cyckach, co podobają się Duchowi Jaskini na Ziemi Chrapiącej

Oto ciąg dalszy przygód dzielnych podróżników, którzy w dzisiejszej historii docierają do magicznego miejsca, w którym spotka ich zgoła coś innego.



Ale zanim wyruszymy w podróż, kilka jeszcze fotek pięknych z Ziemi Kryształowej, w której to cały już miesiąc mieszkaliśmy, a setki dojrzałych owoców awokado codziennie z drzew w ręce nasze spadało.



Kiedy się mierzy wysoko...



...po drodze można się potknąć...



... ale jeśli się chce


zdobyć można każdy punkt.



To jeszcze Ziemia Kryształowa, Jej cudowna szata, a także dźwięki i fale, zapachy i częstotliwości:


 174 hz - Foundation of Conscious Evolution



 285 hz - Acceleration of Conscious Evolution




 396 hz - Liberation of Fear and Guilt




✓ 417 hz - Facilitating Change





✓ 528 hz - Transformation and Miracles





✓ 639 hz - Connecting Relationships





✓ 741 hz - Consciousness Expansion





✓ 852 hz - Awakening Intuition





✓ 963 hz - Transcendence



Pasikonik, Kuzyn i Aisha tymczasem ruszają w stronę Ziemi Chrapiącej.















Jeśli już zasnąć w cieniu brazylijskiego Słońca, to tylko w cieniu "Psychoterapii pranicznej".





Tym się różni turysta od podróżnika, że ten pierwszy za atrakcjami wodospadów patrzy w przewodnika, a podróżnik w las idzie, rzekę znajduje i idzie w jej górę.






Ale nie o tym chciałem mówić.



Tej historii nie różni narracja od fotografii, bo i narrator i fotograf, oddać tego nie potrafi
 chowają się słowa,
kamera na kolana pada,
kiedy serce radością włada
świadomość zdrowa do szyszynki wpada.





Dojechaliśmy autobusem do końca, a dalej ziemia chroniona i chrapiąca. Żadnych asfaltów, miast, kominów, świateł. Za to jaskinie, rzeki i gwiazdy, czyli to, co pasikoniki kochają najbardziej.



Ziemia Chrapiąca temu zawdzięcza swą nazwę, iż na ogromnym, prawie bezludnym terenie, wśród gór i lasów kryje się ponad 200 imponujących jaskiń, przez które przepływają duże rzeki i potoki, a wiatr świstający pomiędzy tunelami i labiryntami skał wytwarza falę o "chrapiącym" dźwięku.




Kiedy dotarliśmy do pierwszej dużej jaskini Słońce chyliło się ku zachodowi.



Atmosferę tego miejsca lepiej oddaje ten krótki filmik (koniecznie z głosem).

video


Niektóre z zamieszkujących tu Istot miały niezwykłą aurę.






Kuzyn wyciszył się. Nasłuchując śpiewu został w tyle, a my z Aishą, totalnie oczarowani ciepłym i radosnym powitaniem Duchów Jaskini, wchodziliśmy coraz głębiej.


Wibracje podniosły się do nieograniczoności. 
Upał dnia i rześka, zimna woda błogosławiły nasze ciała, choć im wchodziliśmy głębiej jaskini, tym robiło się ciemniej, a rzeka coraz szybszym nurtem płynęła.



Zdjęcia pochodzą z dnia następnego, tymczasem my, zgubiliśmy wszystkie ubrania i wspinaliśmy się po skałach wzdłuż rzeki na golasa, tak jak ta jaszczureczka.



Głębiej było już prawie ciemno, a my niesieni kosmiczną falą brnęliśmy dalej, słuchając Istot tu mieszkających.




Po jakimś czasie wspinaczki i zabawy
naszym oczom ukazała się Plażyczka!





Nie wiadomo kiedy, a szarość zaczęła spowijać wszystko, co widzimy.
Z tej strony góry też się ściemniało i trzeba było wracać.


Uświadomiliśmy sobie, że się wpakowaliśmy w kabałę. Zaraz zrobi się totalnie ciemno, a my zupełnie nadzy, bez zapałek i latarki, utknęliśmy w miejscu, gdzie mieszka milion nieznanych nam zwierząt, insektów, istot, roślin i dźwięków!


W jaskini zrobiło się już całkiem ciemno. Przeszedłszy krótki odcinek po omacku w akompaniamencie odgłosu czarnej, rwącej rzeki wróciliśmy się szybko, by znaleźć może jakieś wyjście przez las, ale tam tylko nieokiełznana plątanina roślinności i wysokich skał.


Wróciliśmy do jaskini, ale tam było tylko nic widać.


Biegałem w jedną i drugą stronę, a za mną Aisha i nie mogliśmy się zdecydować, czy ryzykować przechodzenie przez las po wysokich skałach,  czy przez śliską i niebezpieczną jaskinię , czy może zostać na polance całą noc, czekając poranka...?


Zdecydowaliśmy się brnąć przez jaskinię i tak krok po kroczku po omacku, szliśmy w głąb nieznanej, acz miękkiej w dotyku skalnej przestrzeni. Nie sposób opisać wrażeń. Jak świadomy sen, wyobraźnia i dźwięki szalały o skały!


Tymczasem Kuzyn zastanawiał się już drugą godzinę czy nas nie poszukać.


Po nieokreślonym czasie  zobaczyliśmy z daleka poruszające się światełko - to Kuzyn z odsieczą!
Trochę to trwało, zanim nas zobaczył, gdyż śpiewy i rwąca rzeka zagłuszały nasze ludzkie wołania, a wciąż dzielił nas labirynt skał i ciemność pod stopami.



Kuzyn z latarką zdecydowanie ułatwił nam dalsze przedzieranie się, właściwie dzielny Kuzyn z latarką uratował nas!





Jako że stary Duch Jaskini lubi ołtarzyki, ludzie postawili dla niego jeden.


Jako że ludzie lubią cycki,


na ołtarzu znajduje się kamienny odlew kobiecych, krągłych piersi.


 Życie jest piękne, prawda? :)