piątek, 11 stycznia 2019

O TYM, JAK PASIKONIK URWAŁ SIĘ ZE SCENY CZASU, ABY ZNÓW SIĘ POJAWIĆ

Rok 2017 był czasem pełnym turbulencji. Obfitym w majestatyczne doznania i wielkie porażki. Wszystko działo się bardzo szybko i Pasikonik ledwie co nadążał przerabiać te wszystkie informacje, co mu czułki słały. Doszło do tego, że późną, deszczową jesienią, roku 2017, wszystkie aspekty jego życia leżały w gruzach...



Samopoczucie, zdrowie, wiara w ludzi, w świat, plany, marzenia to wszystko zabrał wiatr i nie powiedział dokąd. Trwało to długo. na owianej złą sławą pewnej wyspie Brytanii, podobno wielkiej, gdzie wśród betonu, samochodów i biedy, Pasikonik powoli odłączał się od kontaktów z ludźmi. A tym bardziej przyglądał się sobie.



Dni mijały powoli w tym brzydkim mieście, gdzie skostniała bieda całowała się z przepychem smutku w okolicznościach jak najbardziej deszczowych. Spokojne, ale długie i ciemne noce ciągnęły się w nieskończoność, a Czas jakby przestał pchać kalendarz do przodu. 



Ale i tak w końcu nadeszła Wiosna roku 2018 i wiecie jak to jest, najsilniejsze roślinki przebiły beton i wydostały się na Słońce, a Pasikonik... zniknął w polskim sosnowym lesie.



Tak, Pasikonik wrócił do domu. I to z pokorą. 
Urwał niteczki łączące go z wielkim światem i ruszył w jeszcze większy świat. Świat Natury. Kontaktował się tylko z wybranymi osobami i tak to trwało ponad 100 dni, kiedy nie było o nim słychu ani widu. Spotkania Plemienia odbywały się bez niego, nie raczył pokazać się w internetach, ba! Nawet nie odbierał grajkofonu w pilnych sprawach!



Jedni mówili, że już całkiem się poddał. Inni z kolei gaworzyli, że przyrządza jakieś alchemiczne koktajle i potrzebuje spokoju. Gdzieś indziej słychać było, że kreuje nową rzeczywistość. A co się tak naprawdę działo, tego nie wiedział nikt.




Jedne tylko było wiadomo. Pasikonik zamieszkał w Krainie Ważek.


 Któregoś dnia pojawił się znienacka i opowiedział swym pobratymcom zaledwie trzy minutową historię "Cieniu", która odbiła się wielkim echem wśród całego Plemienia. Okazało się bowiem, że nie tylko on w tym okresie zniknął z Przestrzeni i dyskutował ze swoim Cieniem.



Życie w lesie, w naturalnym środowisku, dotyk roślin w kojącej przestrzeni Ciszy, spotkania ze zwierzętami, żywiołami i duchami przewodnikami, najwidoczniej sprzyjały Pasikonikowi, gdyż potem znów zniknął i przez kolejne 100 dni pojawił się zaledwie dwa razy. Silniejszy i silniejszy.


Tak jak się spodziewano, wkrótce stanął przed wszystkimi pełen Mocy, radości i inspirującej energii. Obwieścił Starszyźnie Plemienia Plan Doskonały. Starszyzna po krótkiej naradzie entuzjastycznie zaakceptowała pomysł i Pasikonik ruszył z tym do ludzi.


Plan Doskonały dotyczył Ekspedycji grupy wybranych osób w pewien zakątek Planety Ziemia, gdzie Energia jest tak silna, a Portale między wymiarowe są tak pootwierane, że staje się na skraju czasoprzestrzeni. To niezwykłe przeżycie. Doświadczenie. I można zajrzeć nawet dalej. Pasikonik był tam już wiele razy, co prawda w sekrecie na specjalnych misjach, ale tym razem postanowił podzielić się cząstką Tajemnicy z innymi.



 A to nie tylko to, co oferował Plan Doskonały. Plan Doskonały zawierał w sobie także mnóstwo śmiechu i zabawy, łez, refleksji, spotkania ze swym Cieniem, spotkania ze swym Światłem, wiele nauki, pracy, olśnień i efektów, a także śpiewu, muzyki, bardzo bliski kontakt z duchami Natury, z ludźmi ulicy, z ludźmi Tradycji, z transformacją, z błogością i z milionem aspektów, o których nie sposób opowiedzieć.


Cała organizacja przedsięwzięcia trwała długo, trzeba było się skontaktować ze Strażnikami Świętych Miejsc Mocy, z każdym z nich przeanalizować możliwe scenariusze, wynająć pojazd, obliczyć trasy, lokalne waluty, uwzględnić prawa, zasady i przywileje... cała masa roboty. Mijała kropla czasu za kroplą czasu i kropla prądu za kroplą prądu. Jako że Pasikonik mieszkał głęboko w lesie bez elektryczności, każda jej cząsteczka była na wagę złota.



W ciągu tych miesięcy pokonywał setki kilometrów (zbierając po drodze skarby do swojej chatki), aby gdzieś w lokalnych wioskach nakarmić swoje prądożerne sprzęty, służące do komunikacji z ziemią Majów i Azteków. 



Była już późna jesień 2018 roku, kiedy prawie wszystko, co można było zorganizować poprzez mobilne łącza międzykontynentalne, było gotowe. Teraz trzeba było pojawić się fizycznie w Miejscach Mocy, aby dopiąć na ostatni guzik to nietypowe przedsięwzięcie.


Kiedy Pasikonik odlatywał żelaznym bocianem z Kraju Ojców za Wielką Wodę, Starszyzna wybierała w tym czasie pierwszą grupę 13 odważnych osób, które miały stać się esencją Doskonałego Planu. Od siebie dodam, że Dziadkowie i Babcie dobrały każdego człowieka bardzo skrupulatnie i nie mogło być mowy o żadnej pomyłce.
Wiedzieli bowiem, że Święta Krucjata do Miejsc Mocy zasieje ziarno, które zaowocuje wielkim pożytkiem dla współczesnego, zagubionego, na głowie stojącego świata.




Koniec roku 2018 to czas na fizyczne urzeczywistnienie Planu Doskonałego.


C.D.N.