Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo Przyciągania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo Przyciągania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2016

ZACZAROWANA BRAZYLIA - czyli jak Kapelusz odnalazł pióro papugi na Ziemi Kryształowej

Pierwszego dnia Nowego Roku 2016 roku wylądowałem w areszcie. Kiedy nieuprzejmy pan policjant kazał mi "wypierd....ć" z miejsca, gdzie stałem, jakoś wiedziony radosnym instynktem, zamiast oddalić się, zaśpiewałem mu piosenkę. Panu policjantowi nie spodobał się mój żart, zsiadł z motocykla i wsadził mnie do celi. Zawiniłem otwierając puszkę piwa w miejscu publicznym, w którym de facto kilkanaście godzin wcześniej, w Noc Sylwestrową przed pałacem Króla Holandii przelało się kilkadziesiąt tysięcy litrów przeróżnych zakazanych trunków. Żeby było śmieszniej, do celi trafiło dwóch moich współtowarzyszy, z czego jeden jest abstynentem alkoholowym od dawien dawna. Nie przeszkadzało to, by również trafił do izolatki.
Podobno jaki początek roku, taki cały rok, więc....
Bardzo, bardzo dobrze:) Bo za początek roku uznałem uwaga! nie moment wejścia, nie czas w, lecz moment WYJŚCIA z celi.


Widzicie? Takie to proste:)
Punkt widzenia determinuje zdecydowaną większość spraw, a czasem naprawdę łatwo i warto jest go zmienić. Wystarczy pomyśleć. Czasem transformacja energii jest o wiele prostsza i skuteczniejsza, aniżeli dociekanie skąd się wzięła i dokąd prowadzi.

Mimo wszystko byłem w dołku. Sprawy z filmem "Inlakesh" przeciągały się w nieskończoność,  nie mogłem odnaleźć siebie w sobie... Czułem, jakbym stracił radość życia...


Zadawałem pytania, rzucałem nimi jak piorunami, na wszystkie strony, o co chodzi?! Co w mojej depresji jest dobrego, czego ja jeszcze nie widzę? Co dobrego może się dla mnie wydarzyć, bym odrodził swoją wewnętrzną siłę Miłości, kreatywności i inspiracji?


Wszechświat nie czekał długo z odpowiedzią. Brazylia zgłosiła się jako pierwsza. Mieszkał w niej mój Kuzyn, który znając moją sytuację i stan psychiczny postanowił kupić mi pół biletu do Ameryki Południowej. Alleluja!


Ziemia, na której mieszkał Kuzyn, to Ziemia Kryształowa (tak ja ją nazywam).
Kryształy mają Moc. Filozofom się nie śniło jaką!
Ale po kolei...


Tuż przed wylotem, jakoś na początku stycznia, zobaczyłem na zdjęciu wśród znajomych niesamowitą kobietę. Jej spojrzenie,.. Pierwszy raz wydarzyło mi się coś takiego! Jej osoba, oczy zaczarowały mnie tak bardzo, że zatrzymałem Czas. Patrzyłem w ekran długo, Chodziłem w kółko po pokoju. Zastanawiałem się. Patrzyłem sercem. Przyglądałem się rozsądkiem. W końcu do Niej napisałem.


"Może masz trochę wolnego czasu i trochę pieniędzy i miałabyś ochotę wybrać się ze mną do Brazylii..?" ("Za dwa tygodnie?")


Okazało się, że akurat miała...


Jej imię to Aisha. Poznaliśmy się właściwie w samolocie. Ale w zasadzie tak przelotnie. Zdecydowanie lepiej poznaliśmy się troszkę później, łapiąc stopa, bo od Salvadoru, gdzie lądowaliśmy, do miejsca, gdzie mieszkał Kuzyn, dzieliło nas ponad tysiąc kilometrów.








A z Aishą poznaliśmy się jeszcze lepiej - o wiele później... :)
(Ale to już inna historia, raczej na dobrą książkę.)



Tak bardzo chciałem zobaczyć się z Kuzynem, a Kuzyn tak bardzo chciał już zobaczyć się ze mną, że cały Wszechświat nam sprzyjał w naszym "chceniu" i podróż szła bardzo powoli.
Kiedy bardzo się czegoś chce, to trzeba przestać chcieć, żeby "to" osiągnąć. I zachowywać się, jakby już się "to"  miało. Inaczej Wszechświat odczytuje "chcenie" jako pragnienie "chcenia", przynosi tego więcej i więcej, w rezultacie samemu sobie stwarza się opór.


Wciąż padało, spędzaliśmy całe dnie na stacjach benzynowych. Dziewiątego (!) dnia ślamazarnej podróży, siedząc już w kabinie ciężarówki, która jechała do Alto Paraiso, nagle pękła opona. 150 km od Kuzyna!



Zamiast wpaść z wichrem w fanfarach i hukiem na miasto brata mego kochanego, utęsknionego, ostatnie kilometry z ponad ich tysiąca, przez wiele godzin żółwim tempem docieram wlekąc się 30 na godzinę. Myślałem, że w tej kabinie oszaleję:)




Po ponad roku rozłąki w końcu stanęliśmy z Kuzynem twarzą w twarz, serce w serce! 





Mój Kuzyn to cudowny człowiek. Swą radością i mądrością oczarowuje każdego, a w szczególności każdą:) Chodzi po tym świecie i cieszy się ze wszystkiego:) Podróżuje, doświadcza i uczy się nieustannie. Zaraża optymizmem. Daje wspaniały przykład, iż naprawdę do szczęścia można dotrzeć i w pełni cieszyć się życiem. Czuć dobro, dzielić się nim i je mnożyć. Czyta się z niego jak z otwartej Księgi Mądrości.


Jestem pełen wdzięczności dla całego Wszechświata mając takiego Kuzyna!


Ziemia Kryształowa to naprawdę wyjątkowe miejsce w Brazylii. To tutaj pod ziemią mieszka największy na świecie kwarc, który swą Mocą obejmuje ogromny obszar i wpływa bezpośrednio na ludzi, zwierzęta i rośliny.







Kryształy to potężne, długowieczne i samoświadome istoty. Swą energią i mądrością potrafią przekazać człowiekowi wiele informacji, pomagają tworzyć harmonię w sobie i otoczeniu. Oczyszczają i pochłaniają negatywne wibracje. Obliczono, że 1 centymetrowy kwarc jest wyczuwalny z odległości 20 km! To wyobraźcie sobie teraz ziemię usłaną kryształami. W lasach, przy drogach, w rzekach, w skałach, w domach, ogrodach, we krwi i w oczach miejscowych...


(Kto nie rezonuje z kamieniami szlachetnymi lub ma nikłe pojęcie o tym, czym są w istocie, polecam poczytać TU. To najlepsza stronka, jaką znalazłem, polecam również część 2-gą.)



Takie kwarce!


Pierwszy tydzień w Alto Paraiso był dla nas z Aishą bardzo trudny. Mimo radości ze spotkania mojego Kuzyna, czuliśmy się z źle, nachodziły nas negatywne myśli i sprzeczne uczucia. Miejscowi pocieszali nas, że prawie każda nowa osoba przez pierwsze dni choruje na tej ziemi. Ale to przechodzi, kiedy ciało dostraja się do wysokich wibracji energetycznych.



Wysokie wibracje energetyczne charakteryzują się na przykład tym, że Twoje myśli bardzo szybko manifestują się w rzeczywistości. O wiele szybciej niż zwykle. Krótko mówiąc to, o czym pomyślisz, za chwilę wydarza się. Znam te wibracje z różnych miejsc na świecie, często występują na przykład przy wulkanach.


Kuzyn przestrzegał nas wiele razy jeszcze przed przyjazdem.
Nawet w pewnym momencie, rozmawiając przez internet, bardzo poważnie zastanawialiśmy się, czy w związku z tym naprawdę powinienem do niego przylecieć. Z moim dołkiem wewnętrznym mógłbym sam sobie poważnie zaszkodzić...




Jednak wielka radość życia, którą emanuje Kuzyn, zabija wszelkie wątpliwości! O Wszechświecie! Każdemu życzę takiego Kuzyna!


Mimo wszystko, trzeba być naprawdę uważnym. Pozostawać w pogodnym nastroju, wyobrażać sobie optymistyczne scenariusze, wspominać piękne chwile, trzymać na odległość wszelkie lęki i strach. To prawdziwa uczta uważności. Taniec z myślami. Oswajanie siebie. Potężna praca, ale i szybkie efekty.




Pierwszego poranka w Alto Paraiso medytowałem sobie na ganku. Moje wizje krążyły nieco wokół Kapelusza, który noszę na głowie, a któremu aktualnie brakowało piórka. Kiedy otworzyłem oczy, stała przede mną Aisha, trzymając w ręce wielkie, żółto-niebiesko pióro Ary. Powiedziała, że właśnie przed chwilą spadło jej z nieba i pomyślała o moim Kapeluszu...
Ach, to tylko jeden z miliona przykładów!


Kapelusz przetarł swe oczy ze zdziwienia. "To naprawdę dla mnie?" - zapytał, nie dowierzając.
- Tak, dla Ciebie - odparłem zadowolony.
"Dziękuję!" - wykrzyknął szczęśliwy Kapelusz - "W zamian ofiaruję Ci myśli lekkie i powabne, pełne wzlotów i polotów, a czas na ziemi południowoamerykańskiej niechaj stanie się czasem Twego uzdrowienia!".
- Dziękuję kochany Kapeluszu! Niechaj tak się stanie!




C>D>N>

czwartek, 20 lutego 2014

PASIKOŃ TEŻ POTRAFI !!!

Halo halo? Świat? Jesteście tam? (zdumiony pasikonik wystawił głowę z trawy i przygląda się rzeczywistości, jakby jej wcześniej nie widział). Uffff. Jesteście! Jak dobrze! Ja też jestem! Co za wichry ostatnie miesiące, nawet zdmuchnęły mi kapelusz, no sam nie wiem co powiedzieć. Ale powiem, bo to mocne było. Tylko jeszcze nie teraz, jeszcze nie teraz, nabierzmy dystansu i z daleka będzie słychać i widać lepiej. Opowiem Wam na pewno o wichrach, chyba ze inne wichury przyjdą i zmiotą tamte wichry. Ale na razie jest Teraz. I teraz opowiem Wam inna historie!
Otóż pasikoń wystartował z nowym projektem! Zapraszam wiec na Opowieść, która zarazem jest częścią zwiastuna mojego nowego filmu "INLAKESH czyli Ja jestem innym Ty"!



Na czym polega ten projekt na Polak Potrafi?
Otóż jest to tak zwane finansowanie społecznościowe. Mam 44 dni na uzbieranie kwoty 5525zł. Jeśli Państwa wsparcie okaże się wystarczająco obfite, otrzymam fundusze na ukończenie mojego filmu! Jeśli jednak nie uzbieram wyznaczonej w projekcie sumy, wszystkie wysłane pieniądze na poczet projektu zostaną zwrócone darczyńcom w całości, a pasikonik zostanie z niczym... Także zaczynamy wyścig! Z całego swego gorącego serducha proszę Państwa o pomoc! Muszę przyznać, że bez tego dofinansowania mój film prawdopodobnie nie zostanie ukończony... 13 miesięcy pracy, mnóstwo energii i pieniędzy może odejść w niepamięć, a tego byśmy chyba nie chcieli, a przynajmniej pasikonik bardzo by tego nie chciał! Dlatego liczę na Państwa pomoc i wsparcie, gdyż film ten jest przecież skierowany i tworzony dla Państwa!



Dla wszystkich wspierających zostały przewidziane super nagrody z Meksyku :)
Pasikonik oferuje między innymi:
- tradycyjne kadzidełko COPAL używane przez Indian do oczyszczania energii,
- niepublikowane materiały zza kamery,
- wydrukowane zdjęcie z Majami i pozdrowieniami od pasikonika,
- ręcznie wykonany portfelik przez Indian stanu Chiapas,
- ręcznie utkana koszulka przez Indian stanu Chiapas,
- kamień pochodzący ze szczytu jednej z największej piramidy Majów Calakmul,
- przepiękne arcydzieło ozdobne wykonane przez Majów,
- i dużo dużo więcej!

Zapraszam więc do zapoznania się z projektem na stronie PolakPotrafi (klikaj TU).

środa, 27 lutego 2013

San Cristobal - czyli MAGIA zawiłości w zupie buraczkowej



W San Cristobal De Las Casas zagościł Święty Artur.



Jego imię pochodzi od słowa „art” czyli „sztuka”.


Tamtego pięknego wieczoru, strzelam, nie jestem pewien, którego wieczoru, narysowała go Jagoda, a każdy wieczór w tym mieście jest piękny. Święty Artur zajrzał na Jagodę spod ołówka, a ona od razu zrozumiała, co chciał Jej powiedzieć. I oddała się sztuce cała, w meksykańskim stylu. Niczym Polska Frida rysuje, maluje, aż się uszy trzęsą. I nie wróciła do Londynu, samolot wystartował bez Jej udziału na pokładzie. Wśród wielu rysunków, które wypływają z Jagody, co jakiś czas można znaleźć nową odsłonę Świętego Artura, który, wierzcie mi lub nie, podróżuje, inspiruje i pobudza do działania.

















Gdzie się nie pojawi, tam ludzie zaczynają coś tworzyć. Już w kilku miejscach w mieście Święty Artur spogląda na rasę ludzką, która tworzy Sztukę.






Kuzyn obudził się z przeraźliwą sraczką. „Barszcz!” - pomyślał - „przeczyści mnie i w moment będę zdrowy”. Wyruszył więc w miasto w poszukiwaniu buraków i składników na zupę. Sraczka jest tutaj jak najbardziej popularna i dotyczy wszystkich. Spłuczki kibelków nie zawsze zdążą spłukać wszystko, ale nikogo to nie obchodzi.



 
W tym czasie Saintasina wraz z Jagodą krążyły po mieście i szukały Kuzyna. Nie do końca wiem dlaczego bardzo chciały właśnie z nim pojechać do okrytego Tajemnicą Kościoła w Chamuli, który mieścił się niedaleko naszego miasta. Napisały mu nawet wiadomość na fejsbuku, bo nawet nie wiedziały wtedy jeszcze, gdzie Kuzyni mieszkają, ale nic to, Kuzyn w najlepsze szukał buraków na targu.








Nawet by i je znalazł, ale został porwany przez Cypriana i Kingę na wycieczkę autem do Chamuli właśnie.










                                                                               Po tym jak Saintasina i Jagoda po nieudanych poszukiwaniach zdecydowały się pojechać tam same i ujrzały Kuzyna na okrytym Tajemnicą placu przed Kościołem, wiedziały, że Go po prostu ściągnęły potężną siłą swoich manifestacji.









Kuzyn jednak stwierdził, że to on z wizualizował sobie barszcz i go do siebie przyciągnął.
Okazało się bowiem, że Saintasina i Jagoda ugotowały zupę buraczkową już dzień wcześniej, nie mając zielonego pojęcia o sraczce Kuzyna. Po powrocie do San Cristobal, a każdy wieczór w tym mieście jest piękny, cała trójka posiliła się barszczem należycie. Kuzynowskie jelita odetchnęły.

I oto jest przepis na sraczkę.






 Taki mały plan mieliśmy, ja i Kuzyn, by w San Cristobal zostać góra dwa dni. Góra to się z nas śmiała, co innego dla nas przygotowała. Mieszkamy tu poniekąd już 6 tygodni i zanosi się, że zostaniemy na dłużej. A wszystko za sprawą pewnego domu, który został naszym Domem.


 Wspaniały widok z balkonu na nasze miasto i przesympatyczny ogródek owinął nas wokół swych meksykańskich palców.


 Dom wynajęliśmy w cztery osoby








Każdy z nas jest poniekąd artystą i każdy ma swoją od świata zewnętrznego odciętą pracownie, w której tworzy i w której może być całkowicie sam. (Ostatni pokój, który wynająłem, i w którym mieszkałem bez żadnego towarzysza, znajdował się w Irlandii, i było to około siedem lat temu!) Właśnie w tej chwili prawieże ostatnimi pieniędzmi zapłaciliśmy z Kuzynem za wynajem następnego miesiąca. Zostało nam około 30euro na nas dwóch. Teraz trzeba będzie zarobić trochę pesos, mamy już kilka projektów i powoli wdrażamy je w życie. Nikt się nie martwi brakiem pieniędzy, martwienie się na zapas zostawiliśmy poprzedniej generacji:)



W Naszym mieście, jak w wielu innych miejscach, Czas nie płynie. On w spiralnym kręgu zatacza się wgłąb każdego z nas. Sytuacje uzupełniają się znakomicie, a ludzie jeszcze bardziej. Szukasz na przykład elektryka, bo „system” oświetleniowy nawala.

Mija do końca Meksykańska Chwila i pojawia się elektryk. Nie wysyłasz SMS-a, nie dzwonisz, tylko wychodzisz w wir miasta, by spotkać kogo potrzebujesz spotkać i po prostu spotykasz. Czasem w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach, a Czasem nawet nigdzie nie musisz wychodzić. Nagle się orientujesz, że parzysz porażająco mocną kawę w środku nocy. Trzy prawie nieznające się osoby jedzą śniadanie i okazuje się, że każda z nich urodziła się tego samego roku i miesiąca. Zupełnie swobodnie myślisz sobie o podróżach balonami i jakby na zawołanie zaczynają latać po niebie...


Dusza nigdy nie umrze, tylko ciało za ciałem uczy się i rozwija, więc każde zdarzenie dzieje się w Czas. Nie powinno się niecierpliwić, kiedy zrozumienie nie przychodzi tak szybko jak tego chcemy, wystarczy zaufać, że przyjdzie i już się z tego faktu radować. Trzeba być uważnym, by zachować przez sto procent Czasu pozytywne myślenie o wszystkim, gdyż może się zakraść w umysł Chwilowe zwątpienie, mające ogromny wpływ na rzeczywistość, na realizację marzeń i na osiąganie swoich celów. Utrzymanie wewnętrznej radości i ufności, że wszystko się pięknie rozwija, że wspaniale się wszystko układa i ułoży, jest dość łatwe, gdyż zdaje się, iż większość osób tutaj ma tak samo. Dzień za dniem, ciało za ciałem.




Kuzyn to jest naprawdę mój kuzyn. Nasi ojcowie są braćmi i my też jesteśmy Braćmi. Wychowywaliśmy się w zupełnie innych miastach i środowiskach, spotykaliśmy się rzadko, wyłącznie podczas rodzinnych zborów. Prawie nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu, choć różniła nas malutka przestrzeń w czasie, urodziłem się zaledwie czterdzieści jeden dni po Kuzynie.





Kiedy włóczyliśmy się z kumplami po Polsce bez pieniędzy, jeżdżąc pociągami na gapę, trafiłem do Szczecinka – miasta Kuzyna. Ten przyjął nas wybornie, tym bardziej, że był środek mroźnej zimy. Od tamtej pory zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi, którzy się nie widują, prócz zborów rodzinnych. Kiedy minęło dwadzieścia kilka lat zadzwoniłem do Kuzyna i okazywało się, że w tej samej minucie pisał do mnie mejla. Wiedzieliśmy, że się mamy. Łączyły nas nie tylko powikłania rodzinne, ale też więzy inkarnacyjne. Odkąd rodzice Kuzyna wyprowadzili się ze Szczecinka, Kuzyn nijako został „bezdomnym” jak jego kuzyn, czyli ja, a Jego DOMem stawało się miejsce, gdzie był właśnie.

Nasze szlaki skrzyżowały się kilkakrotnie, aż w końcu postanowiliśmy zapanować nad tym i udać się razem w tym samym kierunku, nawet tym samym samolotem. Kierunek jest dobry, a Kuzyni niezawodni. Razem, niczym górskie koźlice przeskakują przeszkody, niczym wulkan lawą radości zalewają przyjaciół i sprzymieżeńców drogi, niczym proboszcz w konfesjonale zawsze gotowi służyć swą dobrą radą sobie nawzajem i innym spowiednikom. A teraz siedzą w Meksyku i knują, bo ich ostatnie pieniądze topnieją w ekspresowym tempie, niczym czapka naszej planety.




Z nieoficjalnych źródeł wynika, że Kuzyni wzięli ze sobą dwie kamery o nieprzyzwoicie dobrej jakości obrazu, a także sprzęt do edytowania filmów, co przy sprzyjających okolicznościach mogłoby się skończyć rewolucją w Europie, tudzież zacząć.



Jednakże, jak podają zupełnie nieznani przez nikogo neutralni obserwatorzy, norweski sprzęt do edycji materiałów wideo nie radzi sobie z anielską jakością obrazu i bezczelnym formatem pliku, przez co Kuzyni nijako są w kropce. Innymi słowy laptop jest za słaby, by na nim pracować, materiałów już nakręconych, a także pomysłów i mega ciekawych projektów sporo, a oszczędności nie ma... Kuzyni tańczą, bo cieszą się tak czy siak, że żyją, więc tańczą i podkręcają atmosferę, a lodowce topnieją.





Skąd wziąć pieniądze na nowe narzędzie do rozwijania długofalowej i szerokopasmowej myśli, tego jeszcze nie wiem, pewne jest jednak to, że żaden człowiek ani rzecz, a w tym wypadku brak rzeczy, nie jest w stanie zatrzymać pędzącej pasji i rozwijanej wiedzy, dlatego nie jest ważnym „skąd” owe narzędzie się weźmie, tylko że się je po prostu wytrzaśnie, bo trzeba przecież działać i Bogu niech będą za to dzięki.





Mirin (imię pochodzi od rosyjskiego słowa „MIR” - czyli „Pokój”), nasza kochana młodziutka Irlandka (wbrew pozorom nie pijała piwa, lecz tylko wodę; kiedy ją poznaliśmy, jadała jedno awokado dziennie), która niewiele mówi, ale dużo się śmieje, siedziała okrakiem na dachu naszego pierwszego domu, który wynajmowaliśmy w tym mieście i robiła zdjęcia.

Niespodziewanie osłonka na obiektyw wyskoczyła jej z ręki, potoczyła się w dół na ulicę i zniknęła z oczu. Sekundę później byliśmy już na dole i zaczęliśmy jej szukać. Przeczesaliśmy cały teren, ale osłonka na obiektyw przepadła. Mirin słusznie odczytała wiadomość. Trzy dni później cały aparat wraz z oprzyrządowaniem został wysłany pocztą z powrotem do Europy. „Zastanawiałam się, po co ja go w ogóle ze sobą wzięłam?” - skwitowała Mirin.

Zrobiło mi się zimno. Świeciło Słońce, był środek dnia, a mnie jakoś tak „zalatywało chłodem” od rana. „Może jakaś gorączka idzie?” - przewinęło się przez myśl. Od razu jednak wyrzuciłem takie myślenie za siebie. Z biegiem czasu jednak nie robiło się nic cieplej. „Dawno nie jadłem niczego ciepłego”. „Powinienem pić więcej herbaty z imbirem”. „Skąd u diabła te zimne dreszcze?”. „Trzeba się czymś wzmocnić, organizm pokazuje, że coś jest nie tak”.
Pod wieczór siedzieliśmy na werandzie w gronie znajomych i jeden z nich zaczął się skarżyć na prawdopodobnie nadchodzącą chorobę. „Jakieś mam zimne dreszcze” - wyznał. „Ja też czuje się dziś cała wychłodzona! Coś jest ze mną nie w porządku” - dodała koleżanka. „I mnie jest zimno!” - dopowiedziałem. „Może po prostu na dworze jest dzisiaj chłodniej?” - zapytał ktoś inny. Śmieszne, ale prawdziwe i piękne. Rozwijające się osobowości nastawione są najsampierw na to, co dzieje się wewnątrz nas, nastawione są w kierunku do siebie, zaczynają myślenie i analizę od siebie i poprzez siebie.
W przeciągu całego dnia nikt z nas nie wpadł na to, że temperatura spadła i po prostu jest dzisiaj zimno. Dobry przykład, który mnie rozśmieszył – chcesz zmienić świat – zacznij od siebie!




Fragment konwersacji:
- Będę musiał sformatować dysk, zainstalować nowego Windowsa, nic mi nie działa poprawnie...
- Eee, nie biadol, zrobią Ci to tutaj za 20 pesos, ja dziś wymieniałam podeszwę w bucie, oni to lubią.






Siedzę sam w domu i parzę pyszną kawę z kardamonem. Choć Kuzyna nie widziałem już dwa dni, coś czuję, że za chwile przyjdzie. Nalewając kawę do kubka, słyszę jak otwiera drzwi wejściowe.
- Kuzyn!
- Kuzyn!
- Coś czułem, że idziesz, zaparzyłem więcej kawy.
- Pięknie Misiu, właśnie miałem ogromną ochotę na kawę. Przyniosłem nawet ciastka.
- Wooow! Super! Mam zaniżony poziom cukru w organizmie i już miałem temu przeciwdziałać! Zaraz ruszam gdzieś do kafejki internetowej, a po drodze chciałem kupić właśnie te ciastka:)
- Ha! A Ty nie musisz Kuzynie iść do kafejki, bo La Luna jest w pracy i mówiła, że możesz wpaść do niej i skorzystać z netu.
 - Elegancko:)
- No i dobrze się składa, oddasz Jej zeszyt, który tu zostawiła, i który potrzebuje. Inaczej musiałbym schodzić teraz znów na dół, by Jej zanieść, a biegam od rana i chciałbym odpocząć, dobrze, żeś kawę zrobił Kuzyn!
- No to siedź teraz w domu, bo Jagoda zapomniała kluczy i prosiła, by ktoś za nią zaczekał, a ja muszę już iść, więc Jej otworzysz.
I tak w kółko. Układanka się układa i zazębia. Niewielu już to dziwi, wielu poznało bowiem te prawa kosmiczne i karmiczne, które tym rządzą. Jednak czasem aż szczęka opada. Najbogatsi bajkopisarze nie wymyśliliby takich historii, jakie nam tu czasem opowiada Życie. Gdyby chcieć je spisać, stałyby się literackim banałem, kiczowatym zachodem Słońca na drogim płótnie.

 (15minut drogi od naszego domu rozciąga się Park Narodowy)

 Fragment konwersacji (2):
- O zawiłościach nie można tak wiesz, byle jak, bo jeśli nie wiesz o czym mówisz.... zawiłość na pewno ma jedną dobrą stronę, bo można ją rozwikłać. Chyba, że mnie okłamałeś i to wcale nie miało być o zawiłościach...?


Każdy z nas dostaje dokładnie to, czego potrzebuje. Potężna wewnętrzna Obecność Boga przynosi nam sytuacje i podsuwa ludzi, jakich dokładnie potrzebujemy, by się rozwijać. Nawet trudne karmy lub okresy życiowe, tak zwane „staczanie się w dół” jest konieczne do rozwoju, by zrozumieć, kim się nie jest, tylko, że SIĘ JEST. Nie ma rzeczy dobrych i złych, w całym Kosmosie panuje doskonała Harmonia, a wszystkie istoty we Wszechświecie są Jednym. Dlatego każdy z nas jest cząstką Boga w działaniu, nie sposób popełnić błędu. Kiedy promieniujesz Energią Absolutnej Miłości, ta Energia wraca ze zdwojoną Mocą i cokolwiek o tym pomyślisz, takie jest Kosmiczne Prawo. Coraz więcej i więcej umysłów budzi się w globalnej świadomości wzajemnej Miłości w poczuciu Doskonałej Jedności i nie tylko tego doświadczam, ja to wiem i ogromnie się z tego cieszę. 




Z taką głową Pasikonik dożył trzydziestych urodzin, a zdaje się będzie jeszcze lepiej!


I jk może być jeszcze lepiej?
Fot. pasikonik, Kuzyn