Oto ciąg dalszy przygód dzielnych podróżników, którzy w dzisiejszej historii docierają do magicznego miejsca, w którym spotka ich zgoła coś innego.

Ale zanim wyruszymy w podróż, kilka jeszcze fotek pięknych z Ziemi Kryształowej, w której to cały już miesiąc mieszkaliśmy, a setki dojrzałych owoców awokado codziennie z drzew w ręce nasze spadało.

Kiedy się mierzy wysoko...

...po drodze można się potknąć...

... ale jeśli się chce
zdobyć można każdy punkt.
To jeszcze Ziemia Kryształowa, Jej cudowna szata, a także dźwięki i fale, zapachy i częstotliwości:
✓ 174 hz - Foundation of Conscious Evolution
✓ 285 hz - Acceleration of Conscious Evolution
396 hz - Liberation of Fear and Guilt
✓ 417 hz - Facilitating Change
✓ 528 hz - Transformation and Miracles
✓ 639 hz - Connecting Relationships
✓ 741 hz - Consciousness Expansion
✓ 852 hz - Awakening Intuition
✓ 963 hz - Transcendence
Pasikonik, Kuzyn i Aisha tymczasem ruszają w stronę Ziemi Chrapiącej.


Jeśli już zasnąć w cieniu brazylijskiego Słońca, to tylko w cieniu "Psychoterapii pranicznej".
Tym się różni turysta od podróżnika, że ten pierwszy za atrakcjami wodospadów patrzy w przewodnika, a podróżnik w las idzie, rzekę znajduje i idzie w jej górę.
Ale nie o tym chciałem mówić.

Tej historii nie różni narracja od fotografii, bo i narrator i fotograf, oddać tego nie potrafi
chowają się słowa,
kamera na kolana pada,
kiedy serce radością włada
świadomość zdrowa do szyszynki wpada.
Dojechaliśmy autobusem do końca, a dalej ziemia chroniona i chrapiąca. Żadnych asfaltów, miast, kominów, świateł. Za to jaskinie, rzeki i gwiazdy, czyli to, co pasikoniki kochają najbardziej.
Ziemia Chrapiąca temu zawdzięcza swą nazwę, iż na ogromnym, prawie bezludnym terenie, wśród gór i lasów kryje się ponad 200 imponujących jaskiń, przez które przepływają duże rzeki i potoki, a wiatr świstający pomiędzy tunelami i labiryntami skał wytwarza falę o "chrapiącym" dźwięku.

Kiedy dotarliśmy do pierwszej dużej jaskini Słońce chyliło się ku zachodowi.

Atmosferę tego miejsca lepiej oddaje ten krótki filmik (koniecznie z głosem).
Niektóre z zamieszkujących tu Istot miały niezwykłą aurę.
Kuzyn wyciszył się. Nasłuchując śpiewu został w tyle, a my z Aishą, totalnie oczarowani ciepłym i radosnym powitaniem Duchów Jaskini, wchodziliśmy coraz głębiej.
Wibracje podniosły się do nieograniczoności.
Upał dnia i rześka, zimna woda błogosławiły nasze ciała, choć im wchodziliśmy głębiej jaskini, tym robiło się ciemniej, a rzeka coraz szybszym nurtem płynęła.Zdjęcia pochodzą z dnia następnego, tymczasem my, zgubiliśmy wszystkie ubrania i wspinaliśmy się po skałach wzdłuż rzeki na golasa, tak jak ta jaszczureczka.
Głębiej było już prawie ciemno, a my niesieni kosmiczną falą brnęliśmy dalej, słuchając Istot tu mieszkających.

Po jakimś czasie wspinaczki i zabawy
naszym oczom ukazała się Plażyczka!

Nie wiadomo kiedy, a szarość zaczęła spowijać wszystko, co widzimy.
Z tej strony góry też się ściemniało i trzeba było wracać.
Uświadomiliśmy sobie, że się wpakowaliśmy w kabałę. Zaraz zrobi się totalnie ciemno, a my zupełnie nadzy, bez zapałek i latarki, utknęliśmy w miejscu, gdzie mieszka milion nieznanych nam zwierząt, insektów, istot, roślin i dźwięków!
W jaskini zrobiło się już całkiem ciemno. Przeszedłszy krótki odcinek po omacku w akompaniamencie odgłosu czarnej, rwącej rzeki wróciliśmy się szybko, by znaleźć może jakieś wyjście przez las, ale tam tylko nieokiełznana plątanina roślinności i wysokich skał.
Wróciliśmy do jaskini, ale tam było tylko nic widać.
Biegałem w jedną i drugą stronę, a za mną Aisha i nie mogliśmy się zdecydować, czy ryzykować przechodzenie przez las po wysokich skałach, czy przez śliską i niebezpieczną jaskinię , czy może zostać na polance całą noc, czekając poranka...?
Zdecydowaliśmy się brnąć przez jaskinię i tak krok po kroczku po omacku, szliśmy w głąb nieznanej, acz miękkiej w dotyku skalnej przestrzeni. Nie sposób opisać wrażeń. Jak świadomy sen, wyobraźnia i dźwięki szalały o skały!
Tymczasem Kuzyn zastanawiał się już drugą godzinę czy nas nie poszukać.
Po nieokreślonym czasie zobaczyliśmy z daleka poruszające się światełko - to Kuzyn z odsieczą!
Trochę to trwało, zanim nas zobaczył, gdyż śpiewy i rwąca rzeka zagłuszały nasze ludzkie wołania, a wciąż dzielił nas labirynt skał i ciemność pod stopami.

Kuzyn z latarką zdecydowanie ułatwił nam dalsze przedzieranie się, właściwie dzielny Kuzyn z latarką uratował nas!

Jako że stary Duch Jaskini lubi ołtarzyki, ludzie postawili dla niego jeden.
Jako że ludzie lubią cycki,
na ołtarzu znajduje się kamienny odlew kobiecych, krągłych piersi.