poniedziałek, 11 maja 2009
Mów mi Gringo
Pantanal!
Wiekszosc rzeczy zostawilismy u nowo poznanej rodziny w miasteczku Miranda. Zrobilismy zakupy, przejechalismy jeszcze 100km autostopem i ruszylismy w Pantanal piechota. "Szalenstwo" mowili miejscowi. Taaa, szalenstwo... Pantanal to ogromna rownina, ktorej znaczna czesc w porze deszczowej jest zalewana
Komary nie dawaly zyc. Gryzly nieustannie spragnione polskiej krwi. Cale cialo pokryte w bablach, ale to jeszcze dalo sie jakos zniesc. Najgorsze byly meki psychiczne. Kiedy bez przerwy brzeczaly nad uchem. Caly dzien drogi i cala noc odpoczynku.
Papugi, tukany i tysiace innych kolorowych ptakow latalo nam nad glowami:)
Rankiem wstawalismy z papugami. Tak sie cieszyly na wschod Slonca, ze skrzeczaly wesolo i bardzo donosnie:)
Po trzech dniach marszu zrezygnowalismy. Bylo zdecydowanie za goraco na piesze wedrowki. I to nie tylko dlatego, ze bylo prawie 40 stopni w cieniu (ktory wystepowal bardzo rzadko), ale powietrze jest suche jak pieprz. W drodze powrotnej mielismy szczescie.
wtorek, 5 maja 2009
Bez Jezusa nie byłoby nic
Pioseneczka w wykonaniu syna i siostrzenicy Tatusia, ktora opowiada o tym, ze wszystko zawdzieczamy Jezusowi, a bez jego milosci, nie mielibysmy tego, co mamy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)