Wiekszosc rzeczy zostawilismy u nowo poznanej rodziny w miasteczku Miranda. Zrobilismy zakupy, przejechalismy jeszcze 100km autostopem i ruszylismy w Pantanal piechota. "Szalenstwo" mowili miejscowi. Taaa, szalenstwo... Pantanal to ogromna rownina, ktorej znaczna czesc w porze deszczowej jest zalewana
Komary nie dawaly zyc. Gryzly nieustannie spragnione polskiej krwi. Cale cialo pokryte w bablach, ale to jeszcze dalo sie jakos zniesc. Najgorsze byly meki psychiczne. Kiedy bez przerwy brzeczaly nad uchem. Caly dzien drogi i cala noc odpoczynku.
Papugi, tukany i tysiace innych kolorowych ptakow latalo nam nad glowami:)
Rankiem wstawalismy z papugami. Tak sie cieszyly na wschod Slonca, ze skrzeczaly wesolo i bardzo donosnie:)
Po trzech dniach marszu zrezygnowalismy. Bylo zdecydowanie za goraco na piesze wedrowki. I to nie tylko dlatego, ze bylo prawie 40 stopni w cieniu (ktory wystepowal bardzo rzadko), ale powietrze jest suche jak pieprz. W drodze powrotnej mielismy szczescie.
no i dobrze ze nie spotkaliscie oncy bo i pewnie to bylo by Wasze ostatnie z nia spotkanie a moze z nim :) pzdr magaLamaga
OdpowiedzUsuńWiedz że jesteś obserwowany.... ;)
OdpowiedzUsuńAnonimowo Kuba Września
A Niebieskie Spektralne Wichry lubia byc podgladane...:)
OdpowiedzUsuńokazyjnie Mis
Pozdrawiam Cię Kuzynie :) Ewa ze Środy Wlkp
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem
Onca... Panthera onca... czyli Jaguar (http://en.wikipedia.org/wiki/Jaguar)
OdpowiedzUsuńPodobno równie groźny jak małe czarne kropki!